Dociskanie siebie czy bycie dobrą dla siebie?

Wielkie motywacje

 

Od pewnego czasu podejrzliwie patrzę na wielkie osiągnięcia i na wielkie motywacje, która popychają do niebywałych wyczynów. Zastanawiam się za każdym razem co stoi za tą wielką motywacją, za zawziętą konsekwencją. Zastanawiam się z jakiego powodu ktoś potrzebuje osiągnięć i sukcesów.

Czasem widzę, że osiągnięcia są efektem zaparcia się siebie, dociśnięcia siebie do granic, przekroczenia swoich możliwości. Nawet jeśli osiągnięcie jest duże i prestiżowe, budzi to we mnie niepokój i nieufność – po co to zostało osiągnięte? Co było aż tak ważne, że ten ktoś zaparł się siebie, zacisnął zęby aż do bólu i osiągnął to, co sobie założył? Komu to jest potrzebne? Kto każe to robić? Co się stanie, jeśli to nie będzie zrobione? Czy to wewnętrzny krytyk narzuca te cele?

Po co mi osiągnięcia?

 

Mogę kolekcjonować doznania, rzeczy, pieniądze, albo kolekcjonować osiągnięcia. Czasem wychodzi na to samo. To wszystko może być dla mnie przesłoną, która oddziela mnie od lęku, wstydu, czy poczucia gorszości. Kiedy jestem zajęta osiąganiem osiągnięć, wtedy nie myślę o tym, że jest mi smutno, że się boję, albo że czuję się słaba. Mogę uciekać przed moją słabością i zwykłością w poczucie skuteczności i siły. Przez chwilę mogę poczuć się lepiej ze sobą, kiedy osiągnę sukces, udowodnię coś sobie i światu. Mój krytyk wewnętrzny na chwilę się uciszy i przestanie stawiać mi kolejne wymagania.

Mogę zaprząc swoje ciało do działania, nawet jeśli to ciało jest chore, smutne, czy zmęczone. Potrafię dyscyplinować ciało, stawiać je do pionu, zakrywać uczucia, słabość, wypalenie. Czy na świecie przybędzie dzięki temu miłości? Czy na świecie będzie dzięki temu więcej piękna? Czy zbliżę się w ten sposób do innych ludzi? Może tak, a może nie. Pewnie nie.

Wybieram bycie dobrą dla siebie

 

Umiem działać w trybie spinania się, dążenia do celu. Umiem zmusić moje ciało i umysł do wysiłku. Nie chcę już jednak dociskać siebie i zmuszać do działania. Nie chcę zarywać nocy dla pracy. Nie poświęcę mojego odpoczynku i spokoju dla większej efektywności.

Nasza kultura wspiera i ceni wytrwałość, konsekwencję, zaangażowanie. Nie chcę jednak przyciskać siebie w imię wielkiego celu, ideału, pomysłu. Nie chcę ze wszelką cenę realizować planu, mimo iż odpuszczanie może być mylone z lenistwem.

Na tym etapie bycie dobrą dla siebie jest dla mnie ważne. Wybieram dbanie o moje ciało, o sen, o spokój, o odpoczynek, o zdrowie. Chcę tego samego nauczyć moją córkę. Chcę pokazać jej, że dbam o siebie, żeby wiedziała jak to się robi, i że warto.

To jest ten moment, gdy najbardziej radykalnym aktem miłości do siebie jest powiedzenie: ‚nie dziękuję’. Dziękuję za zmuszenie siebie do robienia czegoś, czego nie chcę i nie potrzebuję. Nie skorzystam. Dziękuję za przymus do tego, by zmieniać siebie na siłę, nie skorzystam. Dziękuję za przymus stawiania swojego ciała do pionu, brania siebie w karby. Wybieram bycie dobrą dla siebie. Wolę odpocząć, posłuchać ciszy. Wolę pobyć samą z sobą, zostać w domu. Albo wyjść. Pooddychać, porozciągać się, pomasować stopy, pójść spać o 20.30, wypić herbatę, zjeść zupę. Pozwolić sobie na to. Pozwolić sobie żyć i działać z miejsca miłości do siebie.

 

 

1 thought on “Dociskanie siebie czy bycie dobrą dla siebie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *