Błądzenie i odnajdywanie drogi

 

Podążanie za procesem

 

Kiedy podążam za procesem, czasem prowadzi mnie on tam, gdzie nie spodziewałam się dotrzeć. Odnajduję się w miejscu, którego zupełnie nie znam. Odkrywam, że zgubiłam się, straciłam wątek, straciłam azymut. Nie wiem po co znalazłam się w tym miejscu. Odrabiam lekcję z błądzenia.

Mogło się zdarzyć, że jadąc na automatycznym pilocie trafiłam w miejsce, które jest obce i nieprzyjazne. Jestem wśród obcych ludzi, z którymi nic mnie nie łączy, w miejscu, które wysysa moją energię. W przedsięwzięciu, które zmierza donikąd. W martwym związku.

Kiedy uświadamiam sobie, że zabłądziłam, odczuwam potrzebę zatrzymania się, rozejrzenia się wokoło, zaczerpnięcia głębszego oddechu. W tym momencie przychodzi lęk, zdziwienie, albo złość, bo zaczynam zdawać sobie sprawę z mojego położenia. Uświadamiam sobie popełniony błąd, albo to, że zabrnęłam w ślepą uliczkę. Jestem w obcym i ciemnym miejscu i potrzebuję do swoich. Potrzebuję do mojego stada. Potrzebuję odnaleźć drogę, złapać znowu wiatr w żagle, odzyskać pion.

 

 

Odnajdywanie drogi

 

Nie wiem dokąd dalej iść, potrzebuję wskazówek. Szukam ich w sobie: w sercu, w tym stałym i spokojnym miejscu w moim wnętrzu. Szukam wskazówek w kartach, gwiazdach i księżycu. W słowach napotkanych na ulicy osób. W przypadkowo zasłyszanej piosence w radiu. W snach, w książkach, w psychoterapii. I te wskazówki się znajdują. Odrabianie lekcji z błądzenia to odnajdowanie drogi i kierunku na nowo, stawianie żagli do pionu i tworzenie nowego planu.

A jeśli okazuje się, że nie ma dla mnie miejsca i kierunku, wtedy potrzebuję sama je sobie stworzyć. Potrzebuję napisać sobie swoją drogę. Tworzę własną drogę wyjścia z ciemnego, obcego miejsca. Tworzę przestrzeń do wyrażania siebie. Wyrażam to, co było bezpiecznie schowane w moim wnętrzu, ryzykuję krytykę i niezrozumienie. To cena do zapłacenia. Co zyskam? Nawiążę kontakt z tymi, którzy czują i myślą podobnie. Nawiążę kontakt z moim plemieniem.

Zwoływanie swojego plemienia

 

Kiedy wyrażam siebie, tworzę, robię to swoje miejsce, którego do tej pory nie było. Buduję  coś, co do tej pory istniało tylko w moim wnętrzu, trwało w uśpieniu. Zarzucam wędkę, wysyłam sygnał latarką w ciemnym lesie. Nadaję SOS alfabetem Morse’a. Pisząc, wyciągam rękę do wszystkich nieznajomych, bliskich dusz. Zwołuję naradę: chodźcie, już czas. Zbierzmy się, rozpalmy ognisko, knujmy wspólne konszachty. Spotkajmy się w tym, co wspólne. Pobądźmy razem, oprzyjmy się o siebie, zaczerpnijmy energii, zanim znowu zgubimy drogę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *